WYRZYSK - Już tak nie trzęsie w domu
Dorota Bonzel
2010-02-09 10:03:51
,
Aktualizacja
2010-02-09 10:04:33
Gdy w grudniu uroczyście oddawano do ruchu obwodnicę Wyrzyska, burmistrz Maria Bratkowska mówiła że to najlepszy prezent dla mieszkańców. Szacowano, że ruch na ulicy Bydgoskiej zmniejszy się o 6,5 tysiąca samochodów na dobę. Z miasta miały zniknąć przede wszystkim tiry, które budziły postrach. Nieraz wjeżdżały one w budynki albo blokowały ruch. Czy po miesiącu mieszkańcy odczuli różnicę?
Mieszkańcy ulicy Bydgoskiej mieli najgorzej, bo tedy biegła droga krajowa nr 10, przejazdowa z Piły do Bydgoszczy. Przez jej wąską gardziel codziennie przejeżdżał sznur aut. W domach położonych przy niebezpiecznym zakręcie ludzie się zwyczajnie bali, że znowu w mur wjedzie jakiś samochód. Bo do takich tu właśnie zdarzeń dochodziło. W pamięci mieszkańcom utkwił szczególnie tir, który wjechał w mur sądu i ustawił się w poprzek drogi. Bywało też tak:
– Parę lat temu samochód wjechał w mój dom. Aż ściana się cofnęła! To cud, że nikt nie zginął i że dom się nie zawalił. Dlatego gdy wybudowano obwodnicę, odetchnęliśmy z ulgą. Od razu zrobiło się ciszej. Dawniej to bez przerwy jeździły tu duże samochody, aż się mury trzęsły. Teraz też przejedzie tędy jakiś tir, ale już bardzo rzadko – mówi Krystyna Hinc.
Mariola Wętkowska przyznaje, że też się ucieszyła się, gdy w końcu wybudowano obwodnicę. Jej rodzina długo na to czekała
– Teraz możemy spać spokojnie – wyznaje kobieta i opowiada, jak w środku nocy do ich pokoju wjechał tir. – Wszyscy śpimy, a tu nagle huk i wszystko się trzęsie. Całe szczęście, że sypialnia była z drugiej strony, bo nikt by nie przeżył.
Gdy tir drugi raz wjechał w dom Wętkowskich, rodzina bała się wychodzić na ulicę. Wtedy gdyby tylko mieli taką możliwość, od razu by się przeprowadzili w inne, spokojniejsze miejsce. Teraz przeprowadzać się już nie muszą. Dzięki obwodnicy w mieszkaniu nie trzęsą się w końcu szyby i żyrandole.
– Dziś mieszka się zupełnie inaczej. Jest cicho jak na wsi. W końcu się tego doczekaliśmy – mówi zadowolona Mariola Wętkowska.
W ciągłym strachu żyła też rodzina Doroty Dominiak.
– Ledwie tydzień minął, odkąd się tu przeprowadziliśmy, a tu w nasz dom wjechał samochód. Następnego dnia od razu pobiegłam do urzędu z prośbą o przyznanie innego mieszkania. Niestety było to niemożliwe, więc jakoś musieliśmy się przyzwyczaić do trzęsących się ścian, ciągłego hałasu, a nawet zakłóceń w radio – mówi.
Z kolei rodzina Witolda Tomko miała niespodziewaną dostawę coli i to wprost do kuchni.
– Skrzynie z oranżadą wpadały przez okno. A kiedyś jak się obudziłem, to myślałem, że śnieg spadł. Nie zgadzało mi się to, bo przecież był środek maja. Okazało się, że to proszek do prania, który wysypał się z tira – wspomina Witold Tomko. Mężczyzna dodaje, że wszystkiemu winna jest kostka brukowa.
– Ona jest zdradliwa. Miejscowi wiedzą, że w tym miejscu trzeba szczególnie uważać, ale jak ktoś nie zna tego odcinka, to może łatwo wpaść w poślizg, albo nie zmieścić się i wypaść z zakrętu.
Natomiast Maria Górniak obawia się, co by się stało z jej domem, gdyby obwodnica powstała kilka lat później.
– W łazience porobiły się szpary, ściany popękały, wszystko się trzęsło. A teraz nic nie drgnie i na dodatek jest tak cicho – mówi kobieta.
Duży ruch to było też utrudnienie dla pieszych. Żeby przejść na drugą stronę ulicy, trzeba było czekać kilka minut.
– Rzadko się zdarzało, żeby któryś kierowca przepuścił mnie na przejściu – mówi pan Krzysztof poruszający się o kuli.
Obwodnicę chwalą sobie piesi, bo dzięki niej nie boją się już chodzić wzdłuż ul. Bydgoskiej. – Tiry jeździły tak blisko chodnika, że bałam się o siebie i dzieci. To nic, że są barierki. Gdyby uderzył w nie ciężki samochód, to wiele by z nich nie zostało – mówi kobieta, która wybrała się z dziećmi na spacer.
Gdy budowano obwodnicę, pojawiły się głosy, że straci na niej samo miasto, przede wszystkim handel. Uważano, że kierowcy nie będą się zatrzymywać na zakupy, nie wpadną do miejscowych barów na obiad.
– I tak się nie zatrzymywali – wyznaje pani Dorota z kiosku. – Przecież tu nie było gdzie zaparkować. Gdzie miał stanąć długi tir, jak parking był ciągle zajęty? A jak kierowca chciał tylko wyskoczyć po papierosy, to zaraz za nim robił się wielki korek.
Pani Dorota przyznaje, że odkąd jest obwodnica, to ma nawet więcej klientów.
– W końcu mogą bez problemu przejść na drugą stronę, więc chętniej u mnie kupują.
Nie ma więc wątpliwości: z obwodnicy cieszą się nie tylko kierowcy, ale przede wszystkim mieszkańcy Wyrzyska. Twierdzą, że szkoda, iż nie powstała wcześniej.
strona: 1 z 1