Klempicz, "Chodzież" i maraton. Tygodnik Pilski, 1988 rok

Redakcja
Tym razem będzie sporo o wodzie. Pod koniec października na głębokie wody wypłynął statek, który nazwano "Chodzież". Z kolei w Krzyżu na pełnych obrotach pracował port handlowy. Poza tym samo życie - kolejki, pomniki, jubileusze. I - niestety - ludzkie dramaty.

Nr 457, 23.10.1988 r.

12 października br. tradycyjne święto obchodzili ludzie w żołnierskich mundurach. W uroczystości z tej okazji uczestniczyli mieszkańcy Piły, przebywając na pl. Zwycięstwa. W asyście pocztów sztandarowych i kompanii honorowej z Wyższej Oficerskiej Szkoły Samochodowej, przy dźwiękach werbli u stóp pomnika złożono wiązanki kwiatów od społeczeństwa. Reprezentowali je przedstawiciele władz politycznych i administracyjnych województwa i miasta, delegacje organizacji kombatanckich, zakładów pracy, młodzieży, wojska i milicji. Byli również kombatancki z historycznego dziś szlaku bojowego od Lenino do Berlina. Ludziom w żołnierskich mundurach i ich najbliższym dedykowany był koncert reprezentacyjnego Zespołu Armii Ludowej NRD im. Ericha Weinerta, gorąco oklaskiwany w sali widowiskowej PDK.

Nr 457, 23.10.1988 r.

Zaczynali mając do dyspozycji jedną piwniczną izbę przystosowaną do potrzeb sali lekcyjnej… Uczyły się w niej dwa oddziały klasowe, a ta raczkująca szkoła zatrudniała ledwie ośmiu nauczycieli. Jej nazwa, Zasadnicza Szkoła Budowlana dla Pracujących Przedsiębiorstwa Budownictwa Terenowego w Pile, obowiązywała nader krótko. Uruchomiona z dniem 1 września 1963 roku placówka z biegiem lat ulegała systematycznym przeobrażeniom, rozszerzała strukturę i zakres kształcenia, przeobrażając się w 1975 roku w Zespół Szkół Budowlanych. Dzisiejsza „budowlanka”, której założycielem i pierwszym dyrektorem był Bogdan Toboła, kształci młodzież aż w siedmiu zawodach! (…) Podczas uroczystości z okazji 25-lecia szkoły (…) wielokrotnie podkreślano znamienny fakt, iż jej uczniowie trwale wpisali się w historię miasta, wznosząc budynki mieszkalne i obiekty użyteczności publicznej. (af)

Nr 458, 30.10.1988 r.

Powoli, lecz systematycznie rozkręca się inwestycyjna machina na budowie drugiej – po Żarnowcu – polskiej elektrowni jądrowej w Klempiczu. Po wiertnikach i geodetach, którzy dokonywali badań i pomiarów gruntu, przyjechali pracownicy obornickiego „Energobudu”. Zakładają oni bazę techniczną , która będzie podstawą tzw. zaplecza pilotującego budowy, dokonują niwelacji terenu, wywożą ziemię. Wkrótce pójdą pod piłę pierwsze partie okolicznych drzewostanów. W samym Klempiczu ubywa natomiast mieszkańców – wyprowadzają się do nowych mieszkań po sprzedaniu inwestorowi gruntów i zabudowań. Mimo wcześniejszych obaw, nie było dotychczas problemów z wykupem ziemi ani skarg na zbyt niskie oszacowanie wartości gospodarstw. (eks)

Nr 459, 6.11.1988 r.

Kamatę szukam na klatce schodowej w jednym z budynków spółdzielczych na pilskim Jadwiżynie. Bezskutecznie. Czyżby to była plotka? Zagaduję więc o niego młodą kobietę, którą spotykam na schodach. - Tak, Kamata tu mieszka, na klatce schodowej, między trzecim a czwartym piętrem – potwierdza – bo żona nie chce go wpuścić do mieszkania. Pani wie – dodaje z oburzeniem – od wielu miesięcy śpi tutaj na betonie, bez poduszki, koca, czasem tylko rozłoży sobie gazetę. Nieraz widziałam, jak skulony z zimna spał koło kaloryfera. Żal mi go, więc niekiedy podaję mu coś ciepłego do jedzenia, ale po kryjomu, bo boję się jego żony. Sąsiedzi też wolą się jej nie narażać. Interweniowaliśmy w sprawie Kamaty u dzielnicowego, złożyliśmy zeznania na milicji, ale na nic to się zdało. Jak spał na betonie, tak śpi nadal. Przecież to człowiek, a traktuje się go gorzej niż psa. (Zuzanna Przeworska)

Nr 461, 20.11.1988 r.

- Płyń po morzach i oceanach świata, rozsławiaj imię stoczniowca i marynarza. Nadaję tobie imię CHODZIEŻ. - wygłaszając tę tradycyjną formułę, pracownica Chodzieskich Zakładów Porcelany i Porcelitu, Lidia Romińska, dokonała chrztu statku wybudowanego w gdyńskiej Stoczni im. Komuny Paryskiej. W podniosłej uroczystości, obok stoczniowców, marynarzy i przedstawicieli armatora – Polskich Linii Oceanicznych, uczestniczyła ponad 200-osobowa grupa mieszkańców Chodzieży. (…) Przy dźwiękach hymnu polskiego i ryku syren okrętowych bandera powędrowała na główny maszt. 29 października 1988 r. drobnicowiec m/s Chodzież załadowany kontenerami wyruszył w dziewiczy rejs. (Eugeniusz Mikuszewski)

Nr 461, 20.11.1988 r.

Kolejka klientów stojących cierpliwie przed siedzibą agencji Banku PKO S.A. przy ul. 1 Maja w Pile jest nader częstym widokiem. Bank mieści się w bardzo ciasnym pomieszczeniu, a jego sala obsługi klientów mierzy niecałe 20 m kw. Zainstalowane jest tam jedno stanowisko obsługi, a to zbyt mało jak na załatwianie spraw 250-300 klientów dziennie. (…) Pilska placówka bankowa nie jest skomputeryzowana. Wszystkie obliczenia przeprowadza się w sposób tradycyjny, stąd przy tak dużym ruchu klientów, 14-osobowa załoga niemal codziennie pracuje dłużej niż wyznaczają to godziny urzędowania. Warunki pracy personelu bankowego i obsługi klientów znacznie poprawią się po wybudowaniu obszernego pawilonu przy ul. Pocztowej. Prace ziemne rozpoczną się jednak dopiero w przyszłym roku. (I)

Nr 462, 27.11.1988 r.

Wygrała maraton w Berlinie Zachodnim, ledwie wróciła do domu, a tu już zapraszają ją do Nowego Jorku. Przyjedź, pokaż się chociaż na starcie, dopomina się o ciebie Polonia – namawiali. Kusiło, to fakt, ale była wierna swoim zasadom i zamiast ścigać się w amerykańskiej metropolii, zrobiła sobie kilkunastodniowy odpoczynek w cichej, rodzinnej Krajence. Wojciech przyznał jej rację. - Nie możesz się zbytnio forsować – powiedział. Renata i Wojciech Kokowscy mieszkają z dala od głównych lekkoatletycznych szlaków. Nawet Piła i Wałcz to prowincja w tym światku, a co dopiero taka Krajenka… Im to jednak nie przeszkadza. On przyzwyczaił się, bo tu się urodził. Ona podobnie, przecież pochodzi z niedalekiego Głubczyna i z miasteczkiem zawsze ją coś łączyło. Będzie dziesiąty rok, jak są małżeństwem i ciągle jeszcze mieszkają w tym samym, niewielkim nauczycielskim mieszkaniu. (Edmund Wolski)

Nr 463, 4.12.1988 r.

Do ubiegłego roku zajmowali się przede wszystkim przeładunkiem węgla i rudy. Dziś wachlarz wykonywanych przez nich prac jest znacznie bogatszy. Sztauerzy i trymerzy – tak się nazywają pracownicy fizyczni zatrudnieni w porcie handlowym w Krzyżu – przy pomocy żurawi samojezdnych ładują na barki motorowe drewno dostarczane z lasów niemal całej Polski. Odbiorcą kopalniaków, papierówki i pryzm jest firma w RFN. Nie wszystko jednak odpływa stąd poza granice kraju. Trzydziestoosobowa załoga odbiera także importowaną rudę, która ze Świnoujścia przez Krzyż kierowana jest do śląskich hut. Ze statków morskich trafia tutaj ziarno kakaowe. (…) Z Zakładów Azotowych w Policach docierają natomiast nawozy sztuczne dla Gminnych Spółdzielni. (em)

Kolejna próba oszustwa w sieci

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie